wtorek, 24 stycznia 2017

~The cave of dragon~


"I’ve always been the kind of girl
 That hid my face
So afraid to tell the world
   What I’ve got to say"


Ludzie to daremne istoty, udają że pojmują choć gram sztuki a tak naprawdę nie rozpoznali by Monalisy przed swymi oczyma. Garry szybko meandrował pomiędzy stolikami witając nowo przybyłych gości, których nie obchodziło nic znajdującego się w pomieszczeniu. Witał nieznajomych, wygłaszał banalne sformułowania udawając że jest częścią tego świata... Nigdy nie będzie taki jak oni jednak życie to jedna wielka gra w której jesteśmy tylko pionkami, jesteśmy figurami w rękach szachisty życia... Ciche brzdęki kieliszków z rubinowym płynem rozbrzmiewały po całej sali, jedni pili przy stole, inni przy obrazach... Brak szacunku dla sztuki był widoczny z oddali...

Każda osoba czekała na świeże ploteczki o osobie obok, mówiła jedno myślała drugie... Perfidia.... Kłamstwa.... Intrygi... Czy on chciał się w takim towarzystwie obracać? Podszedł do jednego ze swych obrazów które znał na pamięć w każdym calu, centymetr po centymetrze... Jednak ten był wyjątkowy, piękny z powodu treści zawartej na płótnie farbą. Tytuł również odzwierciedlał.... Ją. "Córka Róży" piękne oczy w koloru rubinów, brązowe włosy w których tkwiły kaskady krwistych róż. Końcówki jej brązowych włosów były zaczerwienione by dodać efekt do bladej twarzyczki i czerwonej sukni... W koło niej wiły się zielone pnącza z kolcami które nie tykały jej osoby... Wręcz tonęła w czerwieni róż... A jej oczy były zaszklone od małych łez, usta w uśmiechu.... Była piękna.

Uwielbiał stawać pod tym freskiem i go podziwiać, przedstawiał piękno młodej istotki która zagościła głęboko w jego sercu swą nadmierną odwagą i determinacją, tyle go w końcu nauczyło jej młode serduszko...

W koło zawrzało od szeptów i innych głosów obwieszczajacych przybycie kolejnej osoby... Plotki, ploteczki... Tyle gadania.... Jednak.... Zaskoczyło go brzmienie tych plotek.

-Przybyła... Widziałaś jaka ona piękna... Wykapana matka....

-Eto powinna być dumna z takiej siostrzenicy...

-Arturze widziałeś jej ubiór? Chcę znać jej projektanta!

Wszystkie rozmowy wrzały a temat dziewczęcia które zaszczyciło tę galerię swą osobą, jakby była najważniejsza wśród wszystkich tych ludzi... O kim mowa? Był wręcz ciekaw kto przyćmił błahe konwersacje o wszystkim i niczym swą osobą.

Po chwili usłyszał jedwabny głosik obok swej osoby który był zaskakująco pogodny.

-Piękna róża na tym obrazie... Nieprawdaż?

***
Gdy Ib przemogła początkowy strach jak panował nad nią z powodu wejścia do feralnej galerii, u boku Lily wkroczyła do środka pomimo że każdy krok przypominał stąpanie bosymi nogami po szkle.... Strach przed wejściem wyparował w chwili, gdy pojawił się inny strach.... Przed falą spojrzeń na jej personie, i sukni. Przeszywały ją na wylot niczym strzały samego Boga Apollina i  sprawiały że w jej żołądku latało stado rozwścieczonych os. 

Przygryzła wargę siląc się  na firmowy wyraz twarzy, zwykłą obojętność i ułożenie kryształowych szafirów w przestrzeni, w jednym punkcie. Nagle poczuła się jakby była Odessą w jeziorze łabędzim, jakby zaraz miała przemienić się w bielisto piórą istotę. Szła przed siebie ignorując świat, koncentrując się na jedynym. Na pięknie sztuki.

-Lili Idę podziwiać obrazy.... Zechcesz mi towarzyszyć? -Widząc że ludzkie ucho wyłapie każdy jej nie takt, przeszła w język... Dość gustowny. Ludzie niczym mrówki w swym kopcu powoli się do niej przybliżali jak do królowej by choćby powitać. 

Wykonywanie Dygów i sformułowań grzecznościowych weszło praktycznie w krew, więc nie zwracała na to większej uwagi. 

-Oh, z przyjemnością jednakże pragnę powitać mych rodziców... Droga przyjaciółko, wybaczże. Spotkamy się przy stole.-Lili wbrew etykiecie położyła dłoń na szewku sukienki Ib, na ramieniu w pokrzepiającym geście. Odeszła w kierunku stołu.

Ib westchnęła i podeszła do pierwszego obrazu. "Wilczy szlak" ta nazwa tknęła w jej artystyczne ego nową dozę weny, aż na usta cisnęła się nowa pieśń. Przedstawiciel rasy wilka na klifie w otoczeniu natury nocy i magii, jego skóra była jak heban zmieszany z mysią szarością.... Łeb dumnie odwrócony od tafli księżyca jakby cudne zwierzę miało coś na sumieniu i kryło to przed pełnym obliczem swej Patronuje nocy, bogini Nyks. 

Wzbudzał w niej markotne emocje niespełnionej obietnicy....

Ib była tu niczym cesarzowa w swym pałacu, tren sukienki lekko łaskotał jej skórę i utrzymywał w przekonaniu że to nie jest sen. Na palcach balansowała między dziełami zachowując za ustami świerzbiące uwagi i doznania wizualne dla tej.. niebanalnej sztuki. 

Czasem zamieniła słowo z gośćmi bardziej zainteresowanymi nią niż obrazami, choć byli też tacy którzy pomimo swych nikłych znajomości ze sztuką wyrażali swe opinie, może nie tak bogate i profesjonalnie jednak prosto z serca.

Kilka słów na kartkach przed obrazami, kilka kompozycji na płótnie dało w znaki jej rozszalałym wspomnieniom.... W tle grała powolna melodia gitary dając upust złym echom przeszłości, dziewczę miało ochotę wyrwać ze swej kreacji jedną róże i oskubac jej płatki aż do rdzenia. 

To ona była tym wilkiem z obrazu, jej szlak to całe życie jakie było, jest i będzie. Grzechy i błędy, słowa i milczenie, emocje i brak empatii....Wszystko. Rubinowe oczy mokre od łez, które trzeba tamować w głębi siebie.... Czy to wpływ tych kilku ścian że tak to przeżywa? Kto wie.

Jej uwagę przykuł mężczyzna podziwiający obraz w szkarłatnej kotarze. Jego włosy zdawały się miść odcień burpury z fragmentami fijołków i był dość wysoki, ubrany gustownie jak na tę okazję. Ludzie omijali ten obraz spoglądając na niego i od razu plotkując, tak jakby nie tylko Ib była atrakcją wieczoru. 

Skoro ktoś jak ona boryka się z problemem zainteresowania to nie może być zły.... Dziewczę Feniks w ciszy przystanęło obok niego i lustrowało wzrokiem linie obrazu, prostość kreski i barwy. Spojrzała na tytuł i mimowolnie się Uśmiechnęła "Córka róży" jakież rozkoszne, bajkowe sformułowanie. 

Postanowiła zagaić do rozmowy osobę obok siebie która doceniwszy sztukę nawet jej nie dostrzegła. Trudno się temu dziwić...

-Piękna różna na tym obrazie... Nieprawdaż?-Zapytała szczerością jaka płonęła w jej sercu, oczekując że nieznajomy odpowie.

On lekko się uśmiechnął tak, jak uśmiecha się ekspert słysząc ironiczne uwagi nie obeznanych w temacie ludzi, czyżby brał jej słowa w żart?

-Owszem.... Ładny.

-To mało powiedziane moim zdaniem. Kreska jest prowadzona tak jakby to nie ręką ludzka prowadziła autora, nie pędzel w farbie maczany a dusza i umysł w jedności.

Takiej odpowiedzi jej rozmówca nie spodziewał się usłyszeć, odwrócił na nią wzrok zaskoczony a gdy ujrzał ja w pełni -Czy raczej jej strój i osobę - był w pełnym zdumieniu. 

Dziewczynka miała chwilę by zarejestrować odcień jego oczu i wyraz twarzy który zdawał się wynurzać z oceanu wspomnień. Były jak Błękitne, oszlifowane diamenty odbierające blask morskim falom, czy odcień błękitu Lapisu. 

-Przepraszam nie spodziewałem się spotkać tu kogoś kto doceni te akty sztuki.-Stwierdził przyznając się między wierszami do błędu. Brunetka stłumiła chichot.

-Proszę nie przepraszać! Również nie spodziewałam się że ktoś zaszczyci je okiem profesjonalisty, niźli by rozmawiać z innymi.-Odrzekła elokwentnie poprawiając tren sukni, zauważyła że mężczyzna kątem oka lustrując jej ubiór.-Maluje pan również?

-Zdarzy mi się czasem, jednak nie mam się czym pochwalić.-Rubinowooka nie wiedziała czy to blef czy prawda, postanowiła nie drążyć tematu.

-Ten obraz najbardziej przyciąga uwagę z tych wszystkich, co pan o nim sądzi?

Wydusiła po chwili ciszy zastanawiajac się czemu jeszcze kontynuuje konwersję, a wręcz ją podtrzymuje a nie podziękuję i odejdzie.... Ba! Rozmówca wręcz ochoczo odpowiada choć sam o nic nie pyta, czyżby wiedział kim jest i robi to tylko by błysnąć w oczach innych? 

Tyle pytań a tak mało odpowiedzi...

***

Garrego zafascynowała istota wyglądem przypominającą anioła utkanego z kosmyków ognia i płatków róż. Mogłaby zostać jedną z jego natchnień,muzą, a jednak przypominała Ją.... Tak jakby się kiedyś spotkali i ten lekki, nieśmiały uśmiech został mu kiedyś podarowany. Gdyby miał nazwać obraz na cześć tej persony, bez wahania obwieścił by go ogniem bądź złotem.... "Goldia" tak by go nazwał.

-Sądzę że artysta bardzo emocjonalnie do niego podszedł, wyraził swe wspomnienia związane z pozytywem postaci i smutki z jej rozstaniem. Kreska jest prowadzona jednoznacznie, jednak kolce i róże wyrażają chaos. Ona jest harmonią tego fresku, a świat w koło niej jej antagonizmem.

Dziewczynka zdała się być  usatysfakcjonowana z takiej wypowiedzi. 

-Lepiej bym tego nie ujęła panie....-Wreszcie gdy chyliła się ku odejściu, postanowiła poznać imię co było widoczne w jej uśmiechu.

Niestety tak, jakby czas na ich rozmowę był wyznaczony i właśnie upłynął rozległ się trzykrotny brzdęk łyżeczki o kieliszek. 

Dziewczę dygnęło chyląc główkę ku ziemi i przeprosiła kierując się w kierunku stołu pełnego rozmaitych przekąsek. Garry stał chwilę wpatrując się w obraz jakby dziewczyna na nim z zazdrości o ich rozmowę sprawiła że eter przyniósł dźwięk łyżeczki o kieliszek.

Po chwili wiedząc co go czeka ruszył w kierunku stołu i niewielkiej sceny gdzie miało nastąpić oficjalne  powitanie i otwarcie przedpremierowego pokaz obrazów. Młoda kobieta o jadeitowych oczach i ciemniejszej karnacji w odcieniu Stonowanej czekolady, na jej biodrach trzymała się suknia w odcieniu lapisu co kontrastowało z prawie szarymi włosami, chyba na galę malarską ubrał się jak żywa abstrakcja...

Angela Manako była jedną z wyżej postawionych osób w tej firmie, i zajmowała się mediacją. Lekko puknęła w siatkówce mikrofonu środkowym i wskazującym palcem sprawdzając czy mikrofon działa. 

-Raz, raz... Witam wszystkich państwa na oficjalnym otwarciu przedpremierowego pokazu malarskiego "Zwariowany Świat Obrazów" pana Garrego Lightwod'a. Pragnę powitać także wszystkich głęboko powiązanych z zarządem i szefostwem firmy developerskiej Exportex. Pana Garrego prosimy o kilka słów na temat swych dzieł.-Kobieta profesjonalnie wsunęła się w cień razem z burzą swych zgrabnie przycięte CH do lini ramion loków w odcieniu palonego zborza. 

Garry nie wiedział czy ma stać czy mdleć, w końcu on i występy publiczne to nie ta sama kategoria... Zacisnął ręce w pięści i w myślach policzył do trzech.

Zrobi to.... Dla Ib.

***

Ib przycisnęła obok Lily która ruchliwe gestykulując rozmawiała z matką. Skinieniem głowinki powitała ojca przyjaciółki, który posłał jej swój firmowy, pokrzepiający uśmiech. Nie przerywając kobiecie i jej latorośli, Ib chwyciła dzbanek w dłonie i nalala sobie roztworu dyfuzji japońskiej herbaty. Znajomy zapach uspokajał i koił rozbiegane uczucia. Potem sięgnęła po różano barwionego makaroniki francuskiego wsłuchując się w pogodny i lekki głos konfenansierki swej firmy. 

W pewnym momencie jej serce chciało wyskoczyć z piersi wyrywane nagłym odruchem. Nie pomagał uspokajający zapach, obecność przyjaciółki i zaufanych osób w koło ani radość z sztuki w koło.... Z jej ręki wyleciał makaroniki tocząc się po stole. 

Mama Lily Samira spytała natychmiast czy wszystko jest dobrze, dobrotliwa 
Duszyczka gotowa była wyprowadzić Ib na Świeże powietrze w razie potrzeby. Dziewczynka zaprzeczyła.

Jednak nie tak łatwo było oszukać przyjaciółkę... Blondynka o urodzie Mary gdy usłyszała imię i nazwisko Garrego wbiła spojrzenie swych tęczówek w Ib a jej mina mówiła wiele emocji. Usta poruszyły się ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk, Ib mogła jedynie czytać z ruchu jej warg. A wyglądało to mniej więcej tak "OToTenGarryCzemuMiNiePowiedziałaś?AleCzad!ChodźmyZNimPogadać
PrzedstawiszMnie...NoChooooodź." 

Nie. Dla Ib zdecydowanie to nie był "Czad" była przerażona sytuacją że może ją rozpoznać i... I... Być zły na nią za to jak znikła z jego życia, za to że nawet się nie przedstawiła przed jego obrazem....

 A może on wie że to ona?! Tylko... Ją testował albo sprawdzał czy w ogóle go pamięta! By ułagodzić skołatane serce oraz nerwy, nalała do szklanki herbaty z odrobiną Melissy, i wepchnęła do ust lukrowane ciasteczko. Mogła chyba sobie pozwolić na taki mały nietakt w czasie takiego zdenerwowania?

Garry wszedł na estradę powolnym krokiem, nie spieszyło mu się a jego twarz wyrażała nie zadowolenie z powodu przymusu występu publicznego. Cóż mu się dziwić.... Fioletowe włosy pomimo dokładnego uczesania wbrew swej naturze, rozwiały się we wszystkie strony świata, jednak ubiór pozostał elegancki... Nieco nie w jego stylu. 

Ib oparła rączki o blat stołu skupiając się na jego osobie całym sercem i wzrokiem, tak jakby miało mu to dodać odwagi.

"Dam ci swoją siłę, bo wiem że mam ją wciąż..." ~ Zaintowała w myślach patrząc na niego skwapliwie za czego śladem poszli inni goście by upodobnić się do właściciela tak ogromnej korporacji! 

Garry chrząknął by po chwili zaskakująco swobodnie przemówić wymawiając dokładnie każdą zgłoskę, każde słowo. 

-Witam państwa na oficjalnej części dzisiejszego wieczoru, to dla mnie ogromny zaszczyt zaprezentować przed tak wspaniałymi osobami moje artystyczne wizję i przekazy. Chciałbym gorąco powitać zarząd firmy jak i prezesa i wiceprezesa całej korporacji.-Ib lekko zawstydzona wstała dygajac lekko jak na dane przystało i wyszukała wzrokiem ciotkę która czyniła identyczny dyg.

Gdy skierowała wzrok na powrót, na scenę fioletowo włosy patrzył w proszku na nią w zaskoczeniu. No tak... Taka młoda istota prezesem, to wielki szok. Cóż... Może po prostu ją rozpoznał i teraz upewnił się w swej teorii że to właśnie nikt inny jak Ib. 

-Dziękuję za uwagę.-Wrócił do obojętnego tonu gdzy dziewczyna na powrót usiadła, szmery i rozmowy rozebrzmiały ponownie w większą siłą, a dostojny lokaj z kateringu rozdawał lampki szampana na toast.

 Ib zerwała się na równe nogi by odszukać wzrokiem wychodzącego z galerii malarza. "Szlag by to!"~ krzyknęła w myślach kierując się tam. Teraz zaczęła się oficjalnie impreza przeznaczona bezpośrednio dla firmy... Nie obowiązywała go obecność. 

Na jej nie szczęście nie udało się go złapać. Gdy wypadła na parking już go nie było. Za późno.... Zacisnęła ręce w pięści słysząc wołania zatroskanej ciotki z okolicy budynku.

-Ib! Ib! Gdzie... Ty... Pędzisz...-Kobieta stanęła obok niej kładąc na jej ramieniu rękę. 

-Już nigdzie ciociu Eto, wracajmy... Już za późno, czas się obudzić...-"nie żyć przeszłością"~ Dodała w myślach odchodząc z ciotką do wnętrza Feralnej Galerii....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz