poniedziałek, 5 grudnia 2016

~Nightmare~


"I hope you die in a fire,
Hope you'll be stabbed in the heart,
Hope you'll get shot and expire"
Tej nocy Lily długo nie mogła zamknąć ciężkich po pracowitym dniu powiek, jej palce u rąk były obolałe z powodu długotrwałego przygotowywania do  egzaminu z gry na skrzypcach a głowa chyliła się ku ziemi . Księżyc zasłonił świat srebrzystą poświatą podświetlając delikatną figurę śpiącej naprzeciw blondynki szatynki, która...była tak... niewinna gdy spała, brązowe włosy rozlały się po poduszeczce, a kaskada rzęs ukryła oczęta.  Sen zmorzył ją tej nocy dość szybko, nie czułe tego narastającego uczucia niepokoju jakie kryła w sobie Lila. Uczucia obserwacji, jakby z najmroczniejszego kąta pokoju miała wyłonić się zmora stalkera, bała się snu. Bała się tego co na nią czeka po drugiej stronie, stronie Morfeusza który tak chętnie przyjmuje dzieci do swych ramion. Czuła niepokój więc oplotła nagie ramiona pozostawione przez różano-fiołkową piżamę, miała dreszcze co budziło niepokój ponieważ jak na wczesnojesienną porę nocy były... ciepłe. Na dodatek budynek internatu odzwierciedlał się niezawodnym ogrzewaniem. Zielono i błekitnooka potrzebowała ruchu, tak jakby jej nogi cierpiały na zespół niespokojnych nóg, jednak... gdzie ma iść? Cisza nocna owiała ich swoją kurtyną kilka godzin temu, a ona dalej siedzi w siadzie skrzyżnym i nie dosypia. Zawsze czuła wieczorem niepokój, a nawet nie tylko porą nocną... Rankiem, w południe... Na obiedzie, kolacji, W kafejce czy w klasie... To uczuci nachodziło ją wszędzie lecz nie zawsze znajdowała jego źródło patrzące na nią jak na zdrajcę, za to że żyje. Nieumarły koszmar, duch który patroluje każdy jej ruch... Piekielna różowa róża w jej wyciągniętej dłoni... Horror który przeżywa od lat jej widokiem, jednak... od pojawienia się Ib.. wszystko jest inaczej. Zjawa stała się natarczywa, prosi o to bym wzięła tą różę jakby zależało od tego jej życie. I gdy Lila widziała jej odbicie.. na przykład w gładkiej tafli lustra Ib zachowywała się tak jakby też ją widziała ale... starała się to ukryć. Była niespokojna wtedy i uciekała na korytarz z telefonem jakby musiała odbyć długą rozmowę z ważną osobą. Po cichu by nie przebudzić kompanki wstała i ruszyła przez mały pseudo salonik do pomniejszonej wersji kuchni. Zacisnęła dłoń na klamce lodówki i drwi stanęły jej otworem. Pozwoliła chłodnym oparom owiać swą posturę modeliki i nacieszyć się chwilą spokoju. Po kilku minutach gdy jej skóra zaczęła porządnie odczuwać chłód schyliła się w poszukiwaniu kartonu z mlekiem. Zawsze jej powtarzano że mleko dobrze robi na sen, gdy więc znalazła karton mleka położyła go na stole i zamykając lodówkę sięgnęła do mahoniowej szafki po szklankę. Po chwili już sączyła krystalicznie białą ciecz po chłodnym szkle szklanki, jednak niepokój nie do końca przeminął. Zdobyła odwagę by stanąć ze zjawą oko w oko z prośba o przespanie tej nocy, z prośbą o to by dała jej tę sekundę spokoju na tak banalną czynność. Odłożyła szklankę do zlewozmywaka z cichym trzaskiem, którego nie udało jej się uniknąć. I z takiej odległości odpowiedzią był cichy pomruk Ib i jej przewrót twarzą do ściany jakby to sprawiało wrażenie ściany przeciwko wszechobecnej melodii dźwięku. Powolnym krokiem lecz już pewniejszym niż wcześniej ruszyła w kierunku łazienki, bladą nawet w cieniu ręka oświeciła światło. Weszła. Ze spuszczoną głową stanęła po środku i zrzucając kaskadę złotych na bok i podniosła wzrok w stronę lustra. Stała tam panna jak... ze starego lekko podniszczonego obrazka. Lekko to łagodnie powiedziane by jej nie urazić, bo nie wiadomo jak taka istota się gniewa. Twarzyczka jak ze szkła, idealnie różane lica i piękne butelkowo zielone oczęta fosforyzujące w Lilki stronę, łzy. Zielona sukienka nadpalona w wielu miejscach tak jakby dziewczyna uległa podpaleniu jednak ukrywała twarzyczkę pod maską przeszłości. W lewej dłoni przyszpilonej do swego boku i swobodnie opadającą płatkami w dół trzymała żółta różyczkę. W drugiej lekko, ale nie pewnie wyciągniętą w Lilki stronę różaną różyczkę w zamkniętej z niezwykłą delikatnością różę, tak jakby jej zniszczenie mogło coś... sprawić. Atmosfera w pomieszczeniu zgęstniała, a światło przygasało ledwo widoczną łuną, jednak postać była wciąż idealnie widoczna jakby to nie miało dla nie znaczenia.
-Dlaczego?-Zapytała Lily mając na cel odkrycie prześladowań zielonookiej panny.- Dlaczego nie dasz mi nawet spać? Co takiego ci zrobiłam że... mnie prześladujesz?- Jej głos podchodził niemal pod płacz, emocje zapanowały nad ciałem biorąc górę i pragnęła odpowiedzi jak powietrza. Przyłożyła dłoń do policzka palcami wyczuwając ciepłą ciecz płynącą powoli z jej oczu, nawet nie zauważyła że płacze. Tak psychicznie przytłaczała ją dana sytuacją że nie kontrolowała zwykłych ludzkich odruchów.
-Dlaczego.-Zjawa powtórzyła uparcie początek jej wypowiedzi przekręcając blond podobną, a nawet identyczną główkę. - Z nią chcesz się przyjaźnić...-Machnęła ręką ze złocistym kwiatem w kierunku drzwi mając zapewne na myśli Ib.-A ze mną nie? Ty też mnie zostawisz? Oni mnie opuścili.-Lily zmarszczyła idealnie wyprofilowane brwi.
-Niebieska i czerwona róża....- Lily miała wrażenie że ta zbłąkana i opuszczona dusz bredzi.
-Ja nie rozumiem...- Zaczęła przeczyć w duchu i energicznym odruchem na nie.
-Czy ty również mnie nienawidzisz?- Zapytała smutno dziewczyny tak jakby ją to smuciło. Jej szklana twarz zdawała się topić, tak jakby ktoś ją... podpalał. Topiła się niczym farba nad płomieniem, rozmazywała. -Bo tak wyglądam? Ty też... mnie tak nienawidzić by... zabić.- Tego było za wiele dla bijącego jak młot pneumatyczny serca blondynki, ten widok, te słowa. Wybiegła szybko z łazienki z nieodłącznym i odbijającym się w koło szlochem dziecka, z ledwością zgasiła światło i usiadła na swym łóżku kuląc się w kącie w pozycję embrionalną i wybuchając panicznym szlochem i histerią. Ku jej zaskoczeniu... nie tylko to zbudziło jej lokatorkę...
***

Nocna łuna idealnie malowała się na nocnym niebie współgrając z gwieździstymi plamami i ich piękną przewodniczą Selene w księżycowej poświacie. Idealna noc, ani jednej chmury na niebie Idealna, bezsenna noc pomyślał Garry opierając się o balustradę balkonu lekko zgarbiony od natłoku zdarzeń tego dnia. Dla artysty to nie lada sukces skończyć jeden z upragnionych obrazów w które włożyło się całe serce. Niemal pojął tok rozumowania Guerteny pod tym względem, pod tym jak chce się wlać realizm w płótno czy figurę, tknąć nowe życie. Jednak gdy przypomniał sobie ową wystawę jego wspomnienia powędrowały do pewnej istotki która odzwierciedlała się nieskrywaną odwagą. Ib. Gdzie ty się podziewasz? Naszła go kolejna myśl, bo coraz częściej odczuwał jej wyraźny brak. Przecież sama nie zrezygnowała by z kontaktu... ona taka nie jest! Nie ... była? Nie. Nie może myśleć czy mówić o niej w czasie przeszłym jak o umarłej osobie. Ib żyje... tylko z jakiś wyraźnych powodów nie może napisać, zadzwonić... czy nawet się spotkać. Na myśl mu przyszło jedno z tych radosnych wspomnień gdy dziewczynka spotkała się z nim w kawiarni z tym swym... radosnym usposobieniem. Otwierając się przed nim i opowiadając o swych pierwszych szkolnych sercowych rozterkach, zawsze pytając o radę jak starego przyjaciela. Nie. Jak członka własnej rodziny,bo... tym dla siebie byli prawda? Byli jak brat i siostra, tak nie rozłączna więź ich złączyła. Przynajmniej tak ludzi ich postrzegali, jak daleką czy bliską rodzinę. Rodzice dziewczynki praktycznie nie widzieli problemu w ich spotkaniach bo widzieli jaka pasję do malarstwa nosi w sobie ich córka, myśleli że dlatego się ze mną przyjaźni. Z powodu zawodu artysty, a prawda była tak... odmienna. I to "praktycznie" przecież nie cały czas, wiadomo że dorosły mężczyzna spotykający się z dziesięciolatką to dość....nietypowe i dziwne zjawisko. Pamięta jak śmiał się gdy dziewczynka zamówiła dość nietypowy na karcie menu napój a mianowicie gorącą czekoladę z kremową pianką.

-Rozumiem że to zostawiłaś na później Ib?-Zaśmiałem się podając jej chusteczkę z paczki a ona otwarła szerzej oczka zaskoczona dotykając górnej wargi i wyczuwając "wąsa" parsknęła śmiechem.

Tak. To był dobry czas... kiedyś na pewno wróci, Ib wróci przecież... Nie zapomni o nim prawda? Cóż za ironia, tak... specyficzne myśli wymuskane z umysłu śpiącego mężczyzny przy świetle gwiazd w nocy, wspomnienia... przyjaciółki. Spojrzał na bok balkonu gdzie czekała zawsze wierna swemu panu sztaluga a obok niej paleta z farbami. O piękna gwiaździsta nocy... doczekasz się uwiecznienia.

***

Ib zazwyczaj spała spokojnie, nie miała jakiś szczególnych problemów z zasypianiem a wręcz przeciwnie co odbijało się na jej naturze rannego ptaszka. Dziś jednak było inaczej, jedenastolatka błagała by się wybudzić z koszmaru który oplótł ją swymi cienkimi mackami nienawiści i strachu. Śniła jej się ona, Mary. Mary w płomieniach, Mary w ogniu który wypłynął z zapalniczki którą trzymała ona. Ib do teraz czuła te przeraźliwe poczucie winy... Nie chciała jej zabijać, naprawdę! Tylko paliła ten obraz.. teraz. Sen sprawił że była Mary. Czuła co ona, jak jej ciało ulega spalaniu powodując przeraźliwy ból i krzyki, ich kakofonia była przeraźliwa. Czuła jak jej ciało się rozpada, płonie i znika, to uczucie jakby wydzierano z niej boleśnie kawałek po kawałku. Krzyczała aż nie zdarła swego gardziełka upadając na podłoże w jeszcze większych boleściach. Płakała rzewnie uderzając dłonią o posadzkę, ból wżerał się w nią i obezwładniał, paraliżował. Dostając katapleksji leżała tak płacząc i pytając świat.

-Dlaczego... Mnie... tak.... nienawidzicie...?- To nie był jej głos tylko Mary... Jej oczy zaczęły się zamykać. Umierała, umierała.... umierała. Nagle świat stał się cały czarny, jakby ktoś wyssał z niego kolory i zostawił pustkę. Nagle widziała wszystko z innej perspektywy. Była w pokoju Lalek a przed nią bawiła się jedną z nich... Mary. Cała. Bez śladu poparzenia.

-O Ib! Chcesz do mnie wrócić?-Zapytała posyłając mi spojrzenie swych zielonych oczu i przekręcając główkę.-Będzie fajne!

-Ja...-Nie nie wiedziała co powiedzieć. Jak odmówić dziewczynie i co się wtedy stanie nie chciałam znów tego przeżywać na nowo.-Nie mogę. Mam rodziną... przyjaciół...-Mary obróciła lalkę twarzą do siebie.

-Powiedzieć jej?-Zaśmiała się.- Ib... oj Ib.... Ty... już nie masz rodziców...-Sparaliżowało ją. Tego było za wiele.-Jeszcze nie wiesz...-Mary zmarkotniała.- Zginęli lecąc samolotem.... Dzisiejszej nocy...-Nagle jakby doznała olśnienia.-Pewnie dlatego nic nie wiesz!

-Nie prawda!- Ib cofnęła się o krok w tył, po jej policzkach płynęły strumienie łez.- Dlaczego mi to robisz?!- Mary przestała zgrywać małe radosne dziecko a jej mina zmieniła się diametralnie.

-A dlaczego ty mi TO zrobiłaś?- Oznajmiła wyjmując z kieszeni mały obraz na którym była moja karykatura naszkicowana Ib. Uśmiechnęła się gdy maskotka podała jej zapalniczkę.-Do zobaczenia później Ib! Wiemy obie... że tu wrócicie a wtedy...-Odpaliła zapalniczkę podpalając obraz, a Ib po dłuższej męczarni straciła z bólu przytomność. Słyszała tylko płacz... Płacz Mary, lecz po chwili rozbrzmiewał on w całym pokoju, ale... to nie Mary płakała. Tylko Lily......

czwartek, 1 grudnia 2016

Prolog



"We still have a while to go, So stay with me.
So stay with me, We hurry down a winding road
Without some place We have to be."




Wiele razy... zastanawiałam się. Co by było gdybym nie poszła owego feralnego dnia z rodzicami do galerii....  Nie poznała zawirowań świata fikcji samego Guerteny, nie poznała Mary... Garrego....  Czy cierpiałabym tak bardzo z powodu rozstania? A co by było... gdybym dała się zwieść malowniczej pannie i została tam na wieczność?-Myślała jedenastoletnia Ib trzymając swą brązowowłosą główkę na szybie czarnego  volvo które zawoziło ją jak najdalej od wspomnień.  Do miejsca w którym miała obrać kierunek na przyszłe życie, kierunek którego nie chciała. Jednak... nie mogła powiedzieć rodzicom w twarz że nie chce przejąć rodzinnego biznesu, nie mogła patrzeć jak ciemne oczy matki zachodzą łzami. Nie! Matka i odłam jej rodziny by jej tego nie wybaczyli. Matka jest dumna ze swych upartych azjatyckich korzeni i ma nadzieję że jej córka również je przejęła. Ib nie chciała zwodzić kobiety że... tak nie jest, jednak nie mogła się przyznać że nie potrafi zaprzątać sobie głowy durną ekonomią! I jeszcze ten internat... to wynikło tak nagle że nawet nie zdążyła powiedzieć Garremu o wyjeździe, ba! Nie miała jak się nawet z nim pożegnać, bo odeszła.... na zawsze. Po tym wszystkim co razem przeszli.... Dziewczynka przekręciła głowę twarzyczką do cienia tak by słońce nie raziło ją w oczy swa zmysłową jaskrawością. Za kilka minut i tak będzie zmuszona przestać udawać sen i spojrzeć na nową rzeczywistość, na nowy dom... Nie. Dom jest tylko jeden i jeśli jej rodziciele myślą że tu się otworzy i znajdzie przyjaźń to się grubo mylą. Może i jedzie do Blackout Drake Academy, ale serce zostawiła tam w galerii. Dziewczynka uniosła swe kremowe rączki do światła tak jakby przeciągała swe dziecięce ciałko otrzepując się z resztek snu.
-Już wstałaś Ib?-Głos jej matki, był tak czuły i łagodny, oraz radosny z powodu nadchodzącego zdarzenia. Radość. Szkoda iż Ib jej nie podzielała. Pokiwała główką nie odzywając się ani słowem co nie zdziwiło jej rodzicieli, z zasady była dość cichą dziewczynką ale oni mieli nieskrywaną nadzieję iż Akademia rozwiąże jej język i przełamie ten stan niemowy. -Pewnie jesteś podekscytowana, co?- Mała istotka skrycie musiała przyznać trochę racji, bo zaprzeczyć nie mogła. Tak była podekscytowana, kto by nie był jadąc do miejsca które na przyszłych kilka lat będzie jego domem? Czy będzie się tam dobrze czuć? Kto podzieli jej pokój? Tyle pytań nie wypowiedzianych przez usta tkwiło dziewczynce na języku, tyle brakujących odpowiedzi.
-Tak.-Oznajmiła monotonnym lekko zaspanym głosem. Rękoma wygładziła brzegi czerwonej spódniczki i poprawiła apaszkę pod szyją. Zerknęła kantem oka na przednie lusterko samochodu by zobaczyć w jakim stanie są jej włosy po tym dość długim i nużącym udawaniu stanu snu. - Daleko jeszcze?- Nie należała do najniecierpliwszych osób, a wręcz przeciwnie dzięki swej naturze niemowy potrafiła wytrzymać dłuższy okres czasu bez słowa skargi czy zająknięcia.
-Już jesteśmy prawie na miejscu kochanie.- Rzucił jej ojciec nie zdejmując rąk z hebanowej kierownicy a także wzrokiem nie odbiegając od drogi. Puszczając sprzęgło i wykonując szybki skręt poprawił niedbałym ruchem okulary na nosie.- Właściwie... to już jesteśmy na miejscu. -Zaskoczona dziewczynka ignorując uczucie ciężkości nabyte podczas długotrwałej podróży przyszpiliła wręcz nosek do szyby samochodu by podziwiać imponującej wielkości kompleks beżowych budynków o bogatym zdobieniu. Jednak prawdziwą ulgę poczuła gdy w oddali mignął jej zarys ogrodu różanego w wielobarwnej obsadzie. Pragnęła tam pobiec i wyszukać odpowiedni kąt by się schować,mijając żółte róże które jej się źle kojarzyły wyszukałaby błękit i szkarłat. Jednak musiała z tym poczekać i stać patrząc jak kamerdyner całej szkoły wyciąga jej walizki z bagażnika auta.  Polemizowała z rodzicami że mogą przywieźć część jej rzeczy i w razie czego resztę dowieźć, jednak i oni nie pozostawili tego bez słowa pakując każdą rzecz znajdującą się w jej pokoju. Cudem nie udało im się spakować biurka, czy półek na książki.
-Tędy panienko...-Ten ton i ten gest, ruch dłoni pokazujący by szła we wskazanym kierunku z lekkim pochyleniem znaczącym skłon. Nie znosiła tego, nawet gdy firma ojca pracowała na nieco niższych obrotach a matka nie była świadoma dziedzictwa traktowano ją z szacunkiem. Sztucznym szacunkiem wymuskanym na myśl o jej rodzicielach. To bolało.
-Dziękuje.-Oznajmiła nieśmiało idąc we wskazanym kierunku kątem oka widząc jak blondyn, młody bagażowy ciągnie jej torby na kółkach i pojedyncze torebki.
***

-To tutaj!-Jej  mama w centrum euforii z danej sytuacji wskazała ciemne, hebanowe drzwi z tabliczką "Pokój 7, Panny Richwood i Evans". Dziewczynka markotnie spojrzała na tabliczkę ze swym zdradzieckim z nazwiskiem które przypieczętowało jej los. Jednak bardziej zaczęło ją martwić drugie nazwisko, jaka będzie jej nowa towarzyszka żywota? Niepokój objawił się delikatną falą ciepła i drżeniem rąk które próbowała zamaskować gdy jej mama chwytała za klamkę. Gdy odrzwia były już puste bo stały otworem, brązowowłosa miała całkowity wgląd na całokształt pomieszczenia. Powiedzieć że był piękny czy... gustowny, wspaniały to za mało. Ściany miał w barwach pięknego nocnego nieba owianego w... powiedzmy szczerze były nocnofioletowe z wymalowaną kolorową zorzą. Łóżka były ustawione naprzeciwko siebie i były piętrowe, malowane szufladki z emblematami liści i kwiatów w tym ukochanych róż były ustawione prawie obok siebie ale dało się wyróżnić piękne biurka w wysuwanej masywnej szafie o złocistych ramach. Jednak nie na malowanych meblach zawiesiła wzrok dziewczynka a na malowanej pannie która rozciągała się na błękitnej pościeli ze śnieżno białymi chmurkami wyszytymi na kształt słonecznego nieba z zapewne pasjonującą dla niej lekturą w rękach. Mając na myśli "Malowana panna" nie żartowała. Dziewczyna  była w jej wieku, miała piękne i długie złociste włosy falujące się w loczki. Ubrana była w ciasno przylegające do ciała jeansy i złotą koszulkę z krótkimi rękawami i czarnym napisem "Musik is my life". Ta odmienność odbiegała myślami od postury Mary, jednak.. nawet gdy leżała bokiem widoczne były czynniki identyczne. Począwszy od łagodnej postury dziewczęcia jaką była jej figura po owe loki. Zauważyła ich dość prędko bo wsunęła we strone zieloną zakładkę ręcznej roboty i z gracją zeszła po drabince na dół.

-Dzień dobry....-Oznajmiła powoli lekko zaskoczona, tak jakby nie spodziewała się tak szybkiego przybycia lokatorki czy... takiej lokatorki. Matka Ib podeszła do niej, odgarniając brązowe włosy z jej ramion by ułożyć tam dłonie w pokrzepiającym matczynym geście.

-No Ib. Zapoznaj się z koleżanką... My niestety musimy już jechać ale wrócimy jutro.-Oznajmiła rozentuzjazmowana kobieta nie mając pojęcia jaka rewolucja trwała obecnie w umyśle jedenastolatki. Jakie uczucia kłębiły się w jej wnętrzu i wspomnienia, oraz... smutek. Ib nigdy nie potrafiła wytłumaczyć tego uczucia, Ib... nigdy nie potrafiła wybaczyć sobie tego jak zakończyła żywot Mary która.... chciała tylko żyć jak inni i być kochaną.... Ale czy na pewno Mary zakończyła swe życie?  Tego nie była pewna....Jej rodzice wyszli nim zdołała wydusić choćby słówko czy pisknąć.

-Cześć!- Oznajmiła blondynka do złudzenia przypominająca Mary w nowoczesnym świecie z widoczną heterochromią.  Ale po dłuższej odpowiedzi odparła.-Albo... Ohayo? Rany! Przydzielili mi do pokoju euro azjatkę! - Ib zmarszczyła brwi. Bywają taki dni że dziękuje losowi za podobieństwo do ciotki i rodziny matki, za ciemne włosy przypisywane połączeniu tych dwóch kontynentów i podłużne lecz nie skośne oczęta. Nawet owal twarzy ma lekko do niej podobny, ale to przywodzi na myśl wiele pomyłek ze strony innych.

-Ja... posługuję się biegle nie tylko Japońskim.-Oznajmiła po cichu ale lekko ironicznie dając do zrozumienia że nie miała wglądu na pochodzenie jednego z rodziców.

-Oh... przepraszam cię.-Wyciągnęła w jej stronę dłoń.- Mnie ludzie biorą za pochodzenie Francuskie ale jestem Angielką więc wiem jak to jest..- To prawda, Ib w pierwszym odruchu porównała jej każdy z gracją wykonywany ruch z elegancją Francji. Czuła się głupio że pomimo iż sama wie jak to jest oceniła inną osobę niesprawiedliwą miarą. Dziewczyna zachowywała się inaczej niż Mary, miała też inny błysk w oczach, tak... radosny z życia i lekko dziecięcy. -Jestem Liliana Richwood, ale mów mi proszę Lily.

-Ib Evans....- Brąz włosa uścisnęła rękę dziewczynie nie wiedząc że zostaną przyjaciółkami na dobre i na złe, pomimo różnic w wyglądzie czy kulturze zachowania....

Ohayo czyli i tak nikt tego nie przeczyta!

Ohayo! Z tej strony Ayse znana jako Violet! Jak już zdążyliście pewnie zauważyć czy to po opisie bloga, czy po tytule jest to opowiadanie z Ib. Rzecz dzieje się po wydarzeniach w galerii sztuki i obejmuje czasy gdy główna bohaterka jest starsza. Jednak nie jest to typowe opowiadanie w stylu "Gdy skończyła osiemnaście lat to została z Garrym parą" czy "Przyjaźniła się z nim od czasu feralnej przygody w galerii". Niestety nie będzie tak łatwo, życie Ib nieco bardziej się skomplikował, ale to zrozumiecie w prologu. Mam nadzieję że ten krótki wstęp was nie zanudził na śmierć i choć trochę was zaintrygował. Jeśli chcecie sięgnąć po więcej zapraszam do prologu ^^