poniedziałek, 16 stycznia 2017

~Return of an art galery~

„I’m very happy that you were the one,
and I met you long before I’m gone.
But even so I konow that you had to go. 
To leave me there and on my own.”

„Stała na środku pokoju wyciągając w mym kierunku dłoń z czerwoną różą, na szyi miała dziwny naszyjnik z połamanym na pół kryształowo szkarłatnym sercem, drugą kurczowo przyciskała do siebie puchatą maskotkę króliczka, ze krwistymi oczyma wpatrującymi się we mnie. Wszędzie tylko ściany tego piekła, i obrazy czy raczej same ich ramy. Dwie czerwono okie istotki przeszywały mnie wzrokiem, jeden tak nienawistny a drugi tak zagubiony. Jednak ja wiedziałem co zaraz nastąpi, że ta koszmarna lalka wyrwie z tej różyczki ostatnie płatki napigmentowane czerwienią i Ib umrze, albo coś jeszcze gorszego. Dzieci widzą świat inaczej niż dorośli… Przypomniał sobie gdy senna mara dziewczynki pogłaskała „lalkę” po główce i powiedziała.
-Przynajmniej ten króliczek mnie nie opuści…-Uśmiechnęła się złowieszczo.-Jak ty… Garry…”
Garry obudził się przerażony we własnym pokoju, opoce czterech ścian która powinna mu dać spokój i ukojenie. Otóż…  nie dawała odkąd zaczęły się monotonne i nieustanne koszmary z Ib w roli głównej. Widział jak dziewczynka umiera w galerii, obwinia go za wszytko, sam nie umiał tego znieść widząc tyle razy jak Ib ginie, czy to z ręki Mary czy z innego powodu bał się przesypiać noce. Ciemne cienie tańczyły w swym błogim tańcu nienawiści w rogach pokoju napawając rosnącą dozą niepokoju. Tłumaczył te nagłe ataki przepracowaniem, czy innymi czynnikami które da się racjonalnie wyjaśnić. Nawet jeśli w nie nie wierzył…. Zamglonymi jeszcze od palców Morfeuszowych oczyma przeczesał nerwowo pokój w uczuciu nie skrywanej irytacji że ktoś mógłby zaszkodzić jego snom, jakiś stalker w lustrzanym półmroku. Ale nie, Mary tu nie było, ani tu ani w innych pomieszczeniach które chwiejnym krokiem zwiedził. Zerknął na zegarek który wyświetlał złowieszczo że jest już czwarta. Czyli spojrzał jedynie po to by zobaczyć że i tak mało snu mu na  dziś pozostało, o szóstej musi dopracować szczegóły przed oficjalnym otwarciem wystawy. Sięgając po swój płaszcz i zarzucając zerknął na na paczkę papierosów, by po sekundowej bitwy z samym sobą po niego sięgnąć. Kolejna przegrana bitwa… To Dobiło go jeszcze mocniej, ruszył na balkon by zapalić ów uzależniający twór i przemyśleć każdy fragment koszmaru, oraz kiełkujący powoli w głowie pomysł na obraz…
***
5 lat, trzy miesiące i 7 dni…..
Pięć dni do moich osiemnastych urodzin….

Znów to robię. Piszę to czego nie powinnam pisać, przeklęty umysł i ręce, przeklęte palce kremowej dłoni trzymające pióro. Liczę, a licznik mój jest poprawny w stu procentach, tak… jakby to że zapisuję tu swe najskrytsze uczucia i lęki nie wystarczyło. Tak jakby to miało ich przywrócić do życia, do mnie… Wiem… dłonie piekielne wyryły we mnie ten nawyk swymi nienawistnymi dłońmi…. O skąpana w czerni ma duszo której w dniu wypadku odebrano zdolność wyboru dobra i zła, zatracająca się w ogromach katuszy mroku. Wtedy tak jak dziś chciałam tylko jednego…. „Kiedy świat sprawił że żyłam choć straciłam cel, chciałam móc cofnąć czas i swoje narodziny. Mimo to wstrzymałam się by szczęścia chwile przyszły, by wróciły do mnie znów tak jak ty powrócisz tu.” Nie wiem czemu lubię ten fragment pewnej piosenki która aż mnie kąsa  swym słowiczym dźwiękiem nut, i nie wiem do kogo się zwracam. Nie wiem czy chodzi o to by oni powrócili czy o dawno utracone konszachty z drogim mej duszyczce przyjacielem, czy nie. Z każdym dniem coraz gorzej udawać równoważoną istotkę ze znikającymi symptomami obłąkania które unosi się w powietrzu na wyciągnięcie zgrabnej dłoni. Sadystyczne i beztroskie życie, żywot bez skaz na pierwszy rzut oka widocznych. Dziś Jest dobrze bo wieczorna pora ale cóż będzie jutro? Już na nagły wypadek spiszę datę jutrzejszą bo przeczucie niepokoju napełnia me kruche ciało, ogarnia zamglony od zawiści do wspomnień umysł i koi zagubione niegdyś pragnienia. Poczucie że wszystko będzie dobrze poi mnie wyimaginowanym kłamstwem życia. Poi smutkiem, żalem i radością z cierpienia mętnej wody, odmętów duszy mojej. 
5 lat, trzy miesiące i 8 dni…..
Cztery dni do moich osiemnastych urodzin….
***
-Więc… czy któraś z was może mi powiedzieć co oznacza pojęcie „Tympanon” w starożytnej architekturze?- Ib nerwowo przygryzała ołówek pokazując obecne poddenerwowanie pomimo zajęć szkolnych w których ciałem uczestniczyła, ale nie duchem. Obok niej Lila kartkowała zeszyt wyszukując sensownej notatki na temat podany przez panią Robbins. Robbins. Dość pospolite nazwisko i nie pasujące do postaci lekko przy kości kobiety w podeszłym wieku nauczającej o historii sztuk starożytnych. Ib nie zwracała uwagi na rękę która ołówkiem swobodnie płynęła po papierze dając rozwinąć się w symfonii nowego rysunku. To było naturalne, nie myślała o obrazie, nie myślała o ręce i powstawało naturalnie. Gdy jej umysł błądził po wspomnieniach powstawała idealna ilustracja do jej zbłąkanych myśli. Wpatrując się w tył siwego koka nauczycielki rozmyślała o tym jak to by było mieć własną galerię, tworzyć własną historię i sztukę. Zaprosiłaby tam wszystkie drogie jej duszyczce istotki zamieszkałe nawet na dnie serca. Obudziła się ze świata makabrycznych mrzonek jawy sennej dopiero gdy jej krzesełko zatrzęsło się od kopniaka wymierzonego z tyłu, nie musiała się nawet obracać cóż za ordynarna istotka to zrobiła, teraz martwiła się inną rzeczą. Kartka ze starannym rysunkiem dziewczęcia i chłopca przyglądających się prowizorycznym obrazom w wymarzonej galerii pofrunęło w siną dal tuż pod biurko nauczycielki, która nieświadoma tej wpadki zwróciła się do katedry. Było kwestią czasu gdy schyli się po prowizoryczny „śmieć” i zobaczy coś zupełnie innego niż Grecka Architektonika. Owa persona za jej plecami zaczęła chichotać dumna z siebie widokiem lekko zażenowanej i ściągniętej na ziemię w fali rumieńców Ib. Naomi Babakua, córka wysoko postawionego szejka naftowego z południowej Afryki, i odwieczny wróg szatynki. Naomi jest mulatką o włosach koloru parzonej kawy z pięknymi zielonymi niczym liście palmowe oczyma, ma wysoko uniesiony podbródek i duże błyszczące oczy. Usta ma ciemniejszej barwy zazwyczaj skupione ku sobie, a włosy spięte w fantazyjne fryzury które odwracają uwagę od ich lekko buntowniczej natury „Afro”.  Ma figurę prawidłowej dziewczyny z drobnymi udoskonaleniami biustu i szerokich bioder, zazwyczaj ubiera się skąpo, jak panna upojona do nocy w domach publicznych dla panien, nazywanych zazwyczaj mniej pochlebnie. Rozpieszczona do kości mogła mieć wszystko co chciała, jednak gdy Ib widząc jak odnosi się do innych odmówiła jej przyjaźni stały się wrogami. Mulatka nie umie zdzierżyć myśli o tym że ktoś miał czelność jej się postawić, a nawet przewyższać ją swą urodą, która w wypadku Ib nie byłą zasługą botoksu i sylikonu. Ib chwaliła sobie to że ma na kim się wyżyć w złe chwile, a bez mózgi plastik zwany przez nie pobłażliwie Larwą nadawał się idealnie. Za Lilką siedzącą po prawicy Ib siedziała istotka o kręconych złotych  niczym u blond Barbie włosach i butelkowo zielonych oczach mieniących się na błękit, skórę miała w odcieniu ciepłego karmelu opaloną sztucznie i operacyjnie umieszczany na twarzy nos. Natasha Loveroff, Rosjanka która w obecnej chwili nie nosiła na sobie typowego Rosyjskiego stroju a firmową bluzkę z Cappa odsłaniającą dość spory fragment biustu oraz brzucha. Naomi i Natasha , dwie larwy śmiejące się z Ib która płonęła w karminowej czerwieni rumieńców zdradliwych lic. Lily ratując sytuację, lub praktycznie zwracając na nie uwagę podniosła rękę do góry.
-Prze pani!-Oznajmiła z uśmiechem pełnym perlistych ząbków.-Ja znam odpowiedź!-Przez salę przebiegł pomruk dezaprobaty reszty uczestników zajęć zezwalający na podzielenie się  wiedzą z innymi, cóż się dziwić. Każdy powód jest dobry do odwrócenia od siebie uwagi by oddać się błogiemu lenistwu i udawaniu zasłuchania w wypowiedź rówieśniczki. Ib już w myślach widziała sztuczny uśmiech Larwy symbolizujący  ukrytą złość na to że musi udawać perfekcyjną uczennicę na widoku belferki. Gdy więc Lily zaczęła wywód na temat Greckiej Architektury, Ib miała czas by przeczesać wzrokiem klasę. Nic nadzwyczajnego, Nora Hibbens Amerykana patrzyła z rozmarzonymi oczyma na czarnowłosego Anglika z zielonymi oczyma, a mianowicie Jacoba Owist’a. Angelika i Rebecca Rovlens, bliźniaczki głupkowato się śmiejąc planowały kolejny psikus wart aprobaty rudowłosych Weasleyów z Harrego Pottera, którym dorównywały. Dzień jak co dzień, tu jeden czyta tu drugi plotkuje a trzeci rysuje. Nic po za tym, i tylko ona, Ib gryzie ołówek w zniecierpliwieniu, Gryzipiórka. Co może być równie irytujące jak dźwięk nieustannego pstrykania w długopis! Jednak nie to dawało dziewczynie niepokój, czuła że ktoś się zbliża, słyszała jak podchodzi do drzwi sali i cicho puka. Jej zmysły często były jak kocie, lepsza orientacja w terenie czy wydający się lepszy od innych słuch.
-Bardzo dobrze Liliano usiądź.-Starsza kobieta nawet nie zwróciła uwagi na poprawność wypowiedzi tylko gestem nakazała jej usiąść.-Proszę!-Rzuciła do drzwi w których pojawił się kamerdyner szkolny który był wyuczony do wpychania się na lekcje z zaleceń góry. Tak to wygląda gdy się jest dzieckiem biznesu, gdy bogaty ojciec przyjeżdża i chce cię natychmiast widzieć czy masz coś podpisać. W najgorszym wypadku niesie zaproszenie na uroczystość firmową bądź związaną z wyższą klasą, czego Ib nie znosiła najbardziej a skłaniało się ku niej często. Szatyn o lisiastej twarzy i inteligentnym błysku w miedzianych oczach, miał na imię Timothy a dla znajomych który traktowali go nie tylko jak sługę Tim. Pomimo ubioru typowego kamerdynera i sługi składającego się z czarnego kompletu marynarki i spodni trzymał w prawej ręce tacę z ozdobną karteczką na środku, zaproszeniem. Drugą miał gustownie zgiętą za sobą i stawiał w ich stronę coraz śmielsze kroki. Szatynce zaschnęło gardle wiedząc co nastąpi i słuchając cichych szeptów Larw za sobą.
-Znów to samo…
-Ib idzie na kolację z wyższych sfer i zwalania się z lekcji bezczelność!- Dziewczynka czuła się podle, jak marionetka której kazano iść na układ jakiego nie chciała. Pomimo iż zawsze wmawiała sobie że to dla rodzicieli nie mogła tego znieść, nie potrafiła się sprzedać jako twarzy firmowej całego przedsiębiorstwa. Mimo to wykonała swój firmowy uśmiech odbierając zaproszenie od postaci która okazała szacunek delikatnym skinieniem głowy. Chłopak odszedł a stanąwszy w drzwiach skłonił się wymawiając kwieciste przeprosiny za przeszkodzenie w zajęciach.
-Mój ojciec…-Zaczęła Naomi wymawiając dokładnie wszystkie głoski.-Też mógłby tak zrobić i…-Ib nie chciała dłużej słyszeć ordynarnego tonu nieprzyjaciółki. Wzrokiem zaczęła studiować kartę zaproszenia, jej palce ślizgały się po kantach kartki lekko tnąc opuszki palców, co wywołało lekkie krwawienie i pieczenie. Ból. Tego się utrzymała, na tym poprzestała z głuchym pomrukiem zadowolenia na widok koronkowego wystroju kartki. Nie za ozdobnie, ale i nie za mało ozdobnie. W sam raz, idealnie wyważone połączenie koronki, kremowej wstążeczki wiążącej całość i chroniącej jej zawartość oraz małych, papierowych kwiatków w perłowym odcieniu. Dziewczyna obróciła kartę zaproszenia w palcach i pociągnęła za brzeg jednej ze wstążek. Chwyciła drugi uwalniając treść przed swe oczy, wstążka odpadła od karty symbolizując otwarcie.  Oczy Ib chłonęły treść niczym drapieżca pochłania swą zdobycz, gorzki posmak w ustach powinien ją zniechęcić ale adrenalina w żyłach mówiła coś innego. Jej oczy przystanęły na jednym słowie trzeźwo nie analizując tekstu. Zganiła się za to w duchu, powoli zaczęła czytać jeszcze raz, rozbrajając tekst na atomy i powoli przetwarzając. Jej umysł przewinął formy grzecznościowe a zawiesił się na głównej treści zaproszenia.
Mamy przyjemność zaprosić pannę Ib Evans właścicielkę firmy Exproteks, z osobą towarzyszącą. Na otwarcie Galerii dziś wieczorem o godzinie 7:00 pm. Zwiedzanie galerii jest zaopatrzone w wystawną kolację z przedstawicielami firm partnerskich, oraz ma na celu uświęcanie ośrodków naturalnych sztuki. Dojazd zapewniony punkt o godzinie 6:30 pm przed budynkiem zamieszkania pani persony. Nowo otwarta premiera galerii sztuki reprezentuje obrazy nie dawno wchodzącego na szczyt malarza i nosi nazwę „Zwariowany świat sztuki”. Mamy szczerą nadzieję że się pani zjawi.
Ib nie kłopotała się nawet czytaniem nazwiska osoby która to podesłała, jej umysł zawiesił się na słowie „Galeria” i „wystawa”. A przetworzył tylko wieść o tym że może kogoś ze sobą zabrać, Lilę.  Nigdy tak nie cieszyła się na wiadomość o głupiej wystawnej kolacyjce, a było ich wiele. W galeriach sztuki też kilku była, ale tłok i bezczelność ludu zwiedzającego odbierała jej radość z bytu w takich miejscach. Dziś będzie inaczej, dziś wszyscy będą cicho by się pokazać przed innymi i będzie mogła napawać się sztuką w spokoju. Dziewczynka bez wahania podniosłą rękę ku górze i zwróciła tym uwagę nauczycielki.
-Pani Robbins, czy ja i Liliana mogłybyśmy się zwolnić z pozostałych zajęć z  powodu pewnych… komplikacji?-Ib zawsze czuła się źle uciekając praktycznie z zajęć ale dziś… Dziś jest inaczej!
-Oh! Oczywiście!-Nauczycielka dalej prowadziła lekcję podczas gdy obie pakowały swe rzeczy do plecaków, a Ib powstrzymywała niesamowitą chęć wepchnięcia tego wszystkiego do torby.
-Do widzenia!-Rzuciła przy drzwiach z łagodnym uśmiechem, który nie był w żadnym gramie sztuczny. Był to szczery uśmiech radości. Po drodze objaśniała Lilce wszystko co właśnie maiło miejsce…
***
-Szkoda że powiedzieli o tym tak późno!-Krzyknęła Lilka stojąc przy szafie i udając głos Natashy interpretowała złość na to że nie ma „nowych” ciuchów.- Nie zdążyłyśmy iść do galerii handlowej!-Ib zaśmiała się patrząc na przyjaciółkę z łóżka na którym siedziała. Nigdy nie była dobra w przebierankach na takie sytuacje, w przeciwieństwie do Lily która zawsze jej coś ładnego wybrała. -Spójrz!-Wyjęła jasnozieloną sukienkę na ramiączkach.-To…!To…! To… MA JUŻ TYDZIEŃ!-Ib wybuchła niekontrolowaną salwą śmiechu i otarła wyimaginowaną łzę z policzka, na co Lila wykonała teatralny ukłon i udawała że są tu inni.-Dziękuję… Dziękuję…-Strzelała aktorkę na scenie po czym sama wybuchła śmiechem.
-Jak prawdziwe!-Rzuciła Ib pomiędzy wybuchami śmiechu, a na przemian euforii na myśl o galerii.
-No.-Lila postawiła ręce po bokach swej figury.-To teraz marsz do łazienki się ogarnąć a ja.-Tu wskazała na siebie.-Wybiorę nam jakieś kreacje co ty na to?-Z uśmiechem na ustach Ib przystała na tę propozycję, zostawiając przyjaciółkę samą sunęła powolnym krokiem z pokoju mieszkalnego przez mały salon prowadzący do kuchni, wyjścia z apartamentu i toalety. Po czym skierowała się do tego ostatniego, i otwarła lekko drzwi. Łazienka jak i wszystko w tym miejscu było niezwykle nowoczesne, sama tablica obsługowa prysznica wbudowanego jak wnęka jaskini w ścianę miała jak na jej gust o sto guzików za dużo! A nie zapomnijmy o wannie…. Zawsze rozmarzała się że chciała by mieć dom jaki sobie sama wymarzy i naszkicuje, sama go… zaprojektuje. Nawet podzieliła się z Lilą tymi spostrzeżeniami gdy zawierały pakt że zamieszkają razem po ukończeniu akademika w wieku osiemnastu lat. Czyli już za nie długo… Czas tak szybko mija, a Ib pamięta jakby dopiero wczoraj zawierała z nią umowę „na paluszek”. Marzyła że łazienka w jej domu będzie przypominać starodawne pokoje kąpielowe, we wnęce jaskini. Takie przybliżone do naturalnej. Ale nie było to teraz ważne, Ib odkręciła kurek z ciepłą wodą w wannie i zaczęła wybierać między różnokolorowymi buteleczkami. Ujęła w dłonie różowy płyn do kąpieli i odkręciła wąchając zawartość, Malinowy. Nie… To nie tego szuka, jej serce mówiło że to nie to. Odłożyła zmieniając butelki aż nie trafiła na jedną o zapachu leśnych jagód z Oriflame, jakiejś limitowanej kolekcji. Tak, trzeba tylko jeszcze wybrać jakiś szampon do włosów, Ib skrycie wiedziała który i nie zdziwiła się widząc w ręku blado różową buteleczkę po którą mimowolnie sięgnęła jej ręka. Szampon o zapachu róż, cholerne róże są jak przekleństwo jednak to jeden z jej ulubionych szamponów. Westchnęła i zakręciła kurek w zapełnionej gorącą wodą wannie, zwróciła się do tablicy wystukując jedno polecenie, muzyka. Wiele wanien  w Japonii ma opcję puszczania muzyki podczas kąpieli, wybranych ukochanych utworów, tu również to występuje. Dziewczyna zdecydowała się na pierwszy utwór ze swej ukochanej listy, gdy zdjęła z siebie ubrania dzienne zanurzyła się po szyję w wodzie rozkoszując się przyjemnym uczuciem szczypania ciepła na całej skórze. Do jej uszu dotarły pierwsze dźwięki piosenki Alvaro Soler’a-Sofia. Dziewczyna oddała się błogiemu uczuciu błogości relaksacyjnej kąpieli.
***
-Skąd ty to… wzięłaś?!-Zapytała przyjaciółkę Ib w szlafroku i włosach owiniętych w ręcznik dla obeschnięcia mokrych i zmierzwionych włosów, trzymając w rękach piękną czerwoną sukienkę.
-Z szafy, czasem przydaje się to że przynoszą nam wszystko co najnowsze w sklepach.-Oznajmiła Lila przyglądając się swojej miętowej sukience. -A to dopiero sukienka moja droga.-Uśmiech Lili się poszerzył gdy spojrzała w oczy przyjaciółce, było wiadome że Lila zamęczy Ib make-upem i układaniem włosów, za czym nie przepadała jak typowa laleczka. Ale szatynkę to nie obchodziło, mało co do niej docierało gdy gładziła ręką materiał sukienki, piękny szkarłatny aksamit.-No leć przymierz.-Ib jak podekscytowany szczeniak pobiegła wykonać polecanie by po chwili niczym modelka zaprezentować się przed Lilą w całej krasie i okazałości. Lila bezsprzecznie mogła uznać że wygląda nieziemsko, ale to nie efekt jaki ją czeka! Zrobi Ib na boginię, tak aby sama Afrodyta jej zazdrościła! Sukienka idealnie przylegała do ciała Ib w okolicach piersi, a że nie miała ramiączek tylko jedno mocowanie na ramieniu okryte  złotymi, pomarańczowymi i srebrnymi nićmi tworząc ogniste róże lizane przez jęzory ognia idealnie podkreślała jej biust. Natomiast dolana jej część była piękna….Gdy Ib się kręciła wyglądała jakby płomienie ognia jej się słuchały wirując w koło niej i tworząc jej ognisty ogon. Ib była feniksem, płomieniem i ogniem w oczach Lily, na jej udzie było dość śmiałe rozcięcie w materiale odsłaniające nieco biodra nie odbierając przy tym szyku sukience.
-No.-Uściśliła Modelka.- Jest… cudowna.
-Wiem…-Lil miała rękę przy twarzy tak jakby myślała co jeszcze by tu zrobić, nagle wpadła na dość niebezpieczny pomysł, jeśli tu są ogniste róże o brnijmy w tematykę róż! Tak, Ib ją za to zamorduje ale… raz się żyje prawda?- Zdejmij to z głowy.-Wskazała na ręcznik na głowie przyjaciółki i kazała jej usiąść, zaczęła lekko skręcać jej włosy przy rozczesywaniu i wplatać w nie czerwone róże. Każąc jej zamknąć oczy zrobiła jej makijaż pokrewny barwami, na rekach i ramionach namalowała jej esy floresy złotym sprayem wyglądającym jak tatuaże z ognia.
-Otwórz oczy Ib…I pokaż im kto jest szefem tej głupiej firmy!-Zawołała radośnie Lila.
***
Ib nie mogła uwierzyć w to co zobaczyła w  lustrze, nawet w limuzynie rozmyślała o tym co zobaczyła w lustrze.
-O mój boże…-Wyszeptała wpatrując się w taflę lustra gdzie stałą jakaś inna dziewczyna, bogini ognia, feniks w różach. Nie wiedziała kim jest nieznajoma, ale tam skąd pochodzi ich ubiór jej piękny a boskość jest ukazywana na każdym kroku. Skóra nieznajomej zdawała się promieniować wśród płomieni, które lizały jej sukienkę i ją.-Kim ona jest…
-To ty Ib…
-Ja?
Dalej w to nie dowierzała, było to dla niej niepojęte jak z takiego brzydkiego kaczątka jak ona Lila stworzyła bóstwo.
-Kobieto co ty masz w tej torebce!-Wyrwało ją z zamyślenia.
-Pocky*-Odparła spokojnie Ib
-Po co ci… heh przygotowana na małe porcje jedzenia?-Ib się zaśmiała.
-Taaa… Jakby co to wypcham się Japońską rodzinną, ukochaną słodyczą i przeżyję.
-Masz się podzielić jakby co… Rozumiesz?
-Aye.
-Już prawie jesteśmy! Nie cieszysz się Ib!-Oznajmiła podekscytowana blondynka gdy Limuzyna stawała na parkingu jak najbliżej galerii.
-Cieszę Lil, oczywiście że się cieszę…-Oznajmiła wychodząc z Auta, jednak… radość nie trwała długo gdy zobaczyła budynek owej galerii… Feralnej galerii. Zrobiło jej się słabo i czuła się zmęczona, jak biegacz po długim biegu który wykończył go mentalnie i psychicznie.-Nie
-Ib wszystko dobrze?-Zapytała Lila łapiąc ją by się nie wywróciła.
-Nie. Nie jest dobrze Lil…-Ib spojrzała Prosto w oczy przyjaciółce.- Wracam do galerii z dzieciństwa…-Zanim Lili pojęła sens tych słów Ib była już w drodze do środka. Tym razem się nie da, wygra z tym co ją tu czeka…
*Pocky-Japońskie słodycze, ciasteczko podobne paluszki oblane czekoladą bądź danym kremem smakowym. Pocky jest nazwą również w Japonii używaną do innych rodzajów jedzenia, jednak autorce chodzi konkretnie o te słodycze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz