"We still have a while to go, So stay with me.
So stay with me, We hurry down a winding road
Without some place We have to be."
Wiele razy... zastanawiałam się. Co by było gdybym nie poszła owego feralnego dnia z rodzicami do galerii.... Nie poznała zawirowań świata fikcji samego Guerteny, nie poznała Mary... Garrego.... Czy cierpiałabym tak bardzo z powodu rozstania? A co by było... gdybym dała się zwieść malowniczej pannie i została tam na wieczność?-Myślała jedenastoletnia Ib trzymając swą brązowowłosą główkę na szybie czarnego volvo które zawoziło ją jak najdalej od wspomnień. Do miejsca w którym miała obrać kierunek na przyszłe życie, kierunek którego nie chciała. Jednak... nie mogła powiedzieć rodzicom w twarz że nie chce przejąć rodzinnego biznesu, nie mogła patrzeć jak ciemne oczy matki zachodzą łzami. Nie! Matka i odłam jej rodziny by jej tego nie wybaczyli. Matka jest dumna ze swych upartych azjatyckich korzeni i ma nadzieję że jej córka również je przejęła. Ib nie chciała zwodzić kobiety że... tak nie jest, jednak nie mogła się przyznać że nie potrafi zaprzątać sobie głowy durną ekonomią! I jeszcze ten internat... to wynikło tak nagle że nawet nie zdążyła powiedzieć Garremu o wyjeździe, ba! Nie miała jak się nawet z nim pożegnać, bo odeszła.... na zawsze. Po tym wszystkim co razem przeszli.... Dziewczynka przekręciła głowę twarzyczką do cienia tak by słońce nie raziło ją w oczy swa zmysłową jaskrawością. Za kilka minut i tak będzie zmuszona przestać udawać sen i spojrzeć na nową rzeczywistość, na nowy dom... Nie. Dom jest tylko jeden i jeśli jej rodziciele myślą że tu się otworzy i znajdzie przyjaźń to się grubo mylą. Może i jedzie do Blackout Drake Academy, ale serce zostawiła tam w galerii. Dziewczynka uniosła swe kremowe rączki do światła tak jakby przeciągała swe dziecięce ciałko otrzepując się z resztek snu.
-Już wstałaś Ib?-Głos jej matki, był tak czuły i łagodny, oraz radosny z powodu nadchodzącego zdarzenia. Radość. Szkoda iż Ib jej nie podzielała. Pokiwała główką nie odzywając się ani słowem co nie zdziwiło jej rodzicieli, z zasady była dość cichą dziewczynką ale oni mieli nieskrywaną nadzieję iż Akademia rozwiąże jej język i przełamie ten stan niemowy. -Pewnie jesteś podekscytowana, co?- Mała istotka skrycie musiała przyznać trochę racji, bo zaprzeczyć nie mogła. Tak była podekscytowana, kto by nie był jadąc do miejsca które na przyszłych kilka lat będzie jego domem? Czy będzie się tam dobrze czuć? Kto podzieli jej pokój? Tyle pytań nie wypowiedzianych przez usta tkwiło dziewczynce na języku, tyle brakujących odpowiedzi.
-Tak.-Oznajmiła monotonnym lekko zaspanym głosem. Rękoma wygładziła brzegi czerwonej spódniczki i poprawiła apaszkę pod szyją. Zerknęła kantem oka na przednie lusterko samochodu by zobaczyć w jakim stanie są jej włosy po tym dość długim i nużącym udawaniu stanu snu. - Daleko jeszcze?- Nie należała do najniecierpliwszych osób, a wręcz przeciwnie dzięki swej naturze niemowy potrafiła wytrzymać dłuższy okres czasu bez słowa skargi czy zająknięcia.
-Już jesteśmy prawie na miejscu kochanie.- Rzucił jej ojciec nie zdejmując rąk z hebanowej kierownicy a także wzrokiem nie odbiegając od drogi. Puszczając sprzęgło i wykonując szybki skręt poprawił niedbałym ruchem okulary na nosie.- Właściwie... to już jesteśmy na miejscu. -Zaskoczona dziewczynka ignorując uczucie ciężkości nabyte podczas długotrwałej podróży przyszpiliła wręcz nosek do szyby samochodu by podziwiać imponującej wielkości kompleks beżowych budynków o bogatym zdobieniu. Jednak prawdziwą ulgę poczuła gdy w oddali mignął jej zarys ogrodu różanego w wielobarwnej obsadzie. Pragnęła tam pobiec i wyszukać odpowiedni kąt by się schować,mijając żółte róże które jej się źle kojarzyły wyszukałaby błękit i szkarłat. Jednak musiała z tym poczekać i stać patrząc jak kamerdyner całej szkoły wyciąga jej walizki z bagażnika auta. Polemizowała z rodzicami że mogą przywieźć część jej rzeczy i w razie czego resztę dowieźć, jednak i oni nie pozostawili tego bez słowa pakując każdą rzecz znajdującą się w jej pokoju. Cudem nie udało im się spakować biurka, czy półek na książki.
-Tędy panienko...-Ten ton i ten gest, ruch dłoni pokazujący by szła we wskazanym kierunku z lekkim pochyleniem znaczącym skłon. Nie znosiła tego, nawet gdy firma ojca pracowała na nieco niższych obrotach a matka nie była świadoma dziedzictwa traktowano ją z szacunkiem. Sztucznym szacunkiem wymuskanym na myśl o jej rodzicielach. To bolało.
-Dziękuje.-Oznajmiła nieśmiało idąc we wskazanym kierunku kątem oka widząc jak blondyn, młody bagażowy ciągnie jej torby na kółkach i pojedyncze torebki.
***
-To tutaj!-Jej mama w centrum euforii z danej sytuacji wskazała ciemne, hebanowe drzwi z tabliczką "Pokój 7, Panny Richwood i Evans". Dziewczynka markotnie spojrzała na tabliczkę ze swym zdradzieckim z nazwiskiem które przypieczętowało jej los. Jednak bardziej zaczęło ją martwić drugie nazwisko, jaka będzie jej nowa towarzyszka żywota? Niepokój objawił się delikatną falą ciepła i drżeniem rąk które próbowała zamaskować gdy jej mama chwytała za klamkę. Gdy odrzwia były już puste bo stały otworem, brązowowłosa miała całkowity wgląd na całokształt pomieszczenia. Powiedzieć że był piękny czy... gustowny, wspaniały to za mało. Ściany miał w barwach pięknego nocnego nieba owianego w... powiedzmy szczerze były nocnofioletowe z wymalowaną kolorową zorzą. Łóżka były ustawione naprzeciwko siebie i były piętrowe, malowane szufladki z emblematami liści i kwiatów w tym ukochanych róż były ustawione prawie obok siebie ale dało się wyróżnić piękne biurka w wysuwanej masywnej szafie o złocistych ramach. Jednak nie na malowanych meblach zawiesiła wzrok dziewczynka a na malowanej pannie która rozciągała się na błękitnej pościeli ze śnieżno białymi chmurkami wyszytymi na kształt słonecznego nieba z zapewne pasjonującą dla niej lekturą w rękach. Mając na myśli "Malowana panna" nie żartowała. Dziewczyna była w jej wieku, miała piękne i długie złociste włosy falujące się w loczki. Ubrana była w ciasno przylegające do ciała jeansy i złotą koszulkę z krótkimi rękawami i czarnym napisem "Musik is my life". Ta odmienność odbiegała myślami od postury Mary, jednak.. nawet gdy leżała bokiem widoczne były czynniki identyczne. Począwszy od łagodnej postury dziewczęcia jaką była jej figura po owe loki. Zauważyła ich dość prędko bo wsunęła we strone zieloną zakładkę ręcznej roboty i z gracją zeszła po drabince na dół.
-Dzień dobry....-Oznajmiła powoli lekko zaskoczona, tak jakby nie spodziewała się tak szybkiego przybycia lokatorki czy... takiej lokatorki. Matka Ib podeszła do niej, odgarniając brązowe włosy z jej ramion by ułożyć tam dłonie w pokrzepiającym matczynym geście.
-No Ib. Zapoznaj się z koleżanką... My niestety musimy już jechać ale wrócimy jutro.-Oznajmiła rozentuzjazmowana kobieta nie mając pojęcia jaka rewolucja trwała obecnie w umyśle jedenastolatki. Jakie uczucia kłębiły się w jej wnętrzu i wspomnienia, oraz... smutek. Ib nigdy nie potrafiła wytłumaczyć tego uczucia, Ib... nigdy nie potrafiła wybaczyć sobie tego jak zakończyła żywot Mary która.... chciała tylko żyć jak inni i być kochaną.... Ale czy na pewno Mary zakończyła swe życie? Tego nie była pewna....Jej rodzice wyszli nim zdołała wydusić choćby słówko czy pisknąć.
-Cześć!- Oznajmiła blondynka do złudzenia przypominająca Mary w nowoczesnym świecie z widoczną heterochromią. Ale po dłuższej odpowiedzi odparła.-Albo... Ohayo? Rany! Przydzielili mi do pokoju euro azjatkę! - Ib zmarszczyła brwi. Bywają taki dni że dziękuje losowi za podobieństwo do ciotki i rodziny matki, za ciemne włosy przypisywane połączeniu tych dwóch kontynentów i podłużne lecz nie skośne oczęta. Nawet owal twarzy ma lekko do niej podobny, ale to przywodzi na myśl wiele pomyłek ze strony innych.
-Ja... posługuję się biegle nie tylko Japońskim.-Oznajmiła po cichu ale lekko ironicznie dając do zrozumienia że nie miała wglądu na pochodzenie jednego z rodziców.
-Oh... przepraszam cię.-Wyciągnęła w jej stronę dłoń.- Mnie ludzie biorą za pochodzenie Francuskie ale jestem Angielką więc wiem jak to jest..- To prawda, Ib w pierwszym odruchu porównała jej każdy z gracją wykonywany ruch z elegancją Francji. Czuła się głupio że pomimo iż sama wie jak to jest oceniła inną osobę niesprawiedliwą miarą. Dziewczyna zachowywała się inaczej niż Mary, miała też inny błysk w oczach, tak... radosny z życia i lekko dziecięcy. -Jestem Liliana Richwood, ale mów mi proszę Lily.
-Ib Evans....- Brąz włosa uścisnęła rękę dziewczynie nie wiedząc że zostaną przyjaciółkami na dobre i na złe, pomimo różnic w wyglądzie czy kulturze zachowania....

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz